poniedziałek, 13 kwietnia 2015

7.00 Budzik. Właściwie pobudka w telefonie. Klikam na drzemkę. Po chwili znowu ten okropny dźwięk. Tym razem okropniejszy niż za pierwszym razem. Teraz trzeba już naprawdę wstawać. Leżę jeszcze chwilkę i wstaję. Poniedziałkowa pobudka to dla mnie duże wyzwanie...
O ósmej jestem już w szkole. Pierwsza jest religia, która jak zawsze głównie skupia się na słuchaniu księdza.
Matematyka z naszą Panią zawsze musi być spoko. Pani profesor niemal na każdej lekcji musi powiedzieć coś śmiesznego. Dziś się okazało, że Pani zebrała zeszyty innej klasie do sprawdzenia, a jeden uczeń miał na końcu zeszytu wszystkie jej cytaty. Od razu osoby, które siedzą w mojej okolicy zaczęły się śmiać, bo ja również mam na końcu zeszytu zapisane śmieszne słowa naszej matematyczki. Jest już tego z dobre sześć stron...
Na trzeciej lekcji jest godzina wychowawcza. Prezentuję prezentację Bydgoszcz jakiej nie znacie po angielsku. Gdy kończę, pani zadaje klasie pytania (o dziwo po polsku), by sprawdzić jak uważali. Później ja dorzucam jeszcze kilka pytań od siebie.
Myślałem, że sprawdzenie, jak się przygotowaliśmy do konkursu z historii przebiegnie szybko i sprawnie, w formie kartkówki, bo przecież "pracy mamy dużo" jak to mawia Pani profesor. Nieco się pomyliłem, bo był to większy test. Gdy dostaję kartkę i czytam na pierwszej stronie "Konkurs wojewódzki... 2009..." trochę się przerażam. Konkurs historyczny Potyczki z Klio ma raczej inny zakres materiału.
Dałem radę, a test wcale nie okazał się taki trudny. Z historii robi się nagle wos. Na dziś były zaplanowane prezentacje projektów na temat naszych inicjatyw obywatelskich. Moja grupa nie zdążyła się zaprezentować, bo już zadzwonił dzwonek.
Geografia. Nie można się spóźnić, bo wtedy idzie się do mapy. Telefon nie może zadzwonić, bo wtedy idzie się do mapy... Mimo, że geograf naprawdę umie poprowadzic lekcję, to i tak trochę strachu zawsze jest. Nawet jeśli wiesz, że nic nieprzyjemnego wydarzyć się nie powinno. Dziś Pan profesor oddawał sprawdziany. Przyszła i moja kolej. Jest piątka :-)
***
Laser daje znać, że zabieg się skończył. Teraz terapuls... Niby urządzenia te same, panie te same, ale mi i tak w pamięci pozostanie dawna lokalizacja. Od dziecka chodziłem na różne zabiegi na ul. Gajową. Od lutego Ośrodek Rehabilitacji w tamtejszym budynku został zamknięty i docelowo przeniesiony do lokalizacji głównej szpitala. Dziś byłem tam pierwszy raz. Co prawda, jestem pod wrażeniem nowoczesności budynku, ale sentyment do "Gajowej" pozostanie chyba na zawsze...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz